czwartek, 28 kwietnia 2016

Zmienność - Rozdział 9

Początek w pierwszej osobie, to ja zaczęłam, ale część do pójścia w kierunku domu to już od Cosstki. Tak, udało mi się ją zachęcić do pisania o yaoi. Nawet nie wiecie, ile mi to zajęło. Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Miałam zaczęte dwa rozdziały, ale jakoś ich nie umiałam skończyć. Dodatkowo, skoro już były ,,dzikie seksy" jak to mówi Aga to tutaj też postanowiłam się wykazać na tym polu. Miłego czytania!
***
Wziąłem do ręki niebieską torbę zapchaną moimi rzeczami. Nareszcie wychodziłem z tego piekła zwanego szpitalem. Tak! Uwolniłem się! Choć nie było to wcale takie łatwe. Kilka tygodni leżałem czekając, aż moje żebra z powrotem się zrosną, a potem rehabilitacja.  Ręka nadal jest zabandażowana, ale mogę już nią w większości ruszać. Ponadto, moja waga diametralnie zmniejszyła się. Poprzysiągłem sobie, że zacznę ćwiczyć i nabiorę trochę mięśni. Choć trochę. W moim wypadku będzie to wielkie osiągnięcie.

Moja pamięć nie uzyskała jeszcze pełnej sprawności, ale już niewiele mi brakuje. Przynajmniej ja tak sądzę. Sami - bo tak mówię w myślach na Samuela, który efektownie zaczął się krzywić, gdy tak do niego powiedziałem (teraz używam tego określenia, gdy chcę mu dokuczyć lub gdy jestem na niego wściekły) uważa, że większość przypomnę sobie, jak wrócę na ,,stare śmieci".

Poniekąd może mieć rację. W sumie to potrafimy się kłócić o nawet najmniejszą błahostkę godzinami, ale to tylko takie docinki dla umilenia czasu. Bardzo je polubiłem, ale Sarai powiedział, że jak to wejdzie nam w nawyk to za długo nie pobędziemy razem. Ale, co on tam może wiedzieć? Owszem, bardzo go polubiłem, ale jakoś nigdy go z żadną dziewczyną, ani chłopakiem nie widziałem. Ale, w sumie, widziałem go tylko w szpitalu. 

Muszę o to zapytać Sama, i chyba zaproszę go na kolację, któregoś dnia. Najpierw będę musiał zaznajomić się z kuchnią, mogę coś przypadkiem zmaścić, jak to ja mam w zwyczaju.


Zamknąłem po cichu drzwi i powolnym krokiem skierowałem się w stronę recepcji, a potem wyjścia ze szpitala. Tam czekał już na mnie Sam opierający się o czarne BMW - jego nowy nabytek,  którym nie omieszkał mi się pochwalić. Pół dnia spędziłem słuchając jego monologu na temat silnika i ogólnie budowy tego, w jego mniemaniu cuda. postanowiłem, że jeśli jeszcze raz zacznie swój wywód, to biorę koc, poduszki i traktuję to jako kołysankę.

On, jakby wyczuwając moją obecność (czasami myślę, że ma jakiś radar. Zawsze wie, z której strony idę), odwrócił się w moją stronę i z wielkim bananem na twarzy podszedł do mnie i uściskał mnie mocno. Oczywiście, uważając na rękę i ledwo zrośnięte żebra. Szczerze powiedziawszy, mam wrażenie jakby były teraz bardziej wrażliwe. No cóż, na pewno to wkrótce sprawdzę z Samuelem. Oby szybko!
***
Nataniel wsparł się o niewielką, metalową ławkę stojącą pod samą ścianą o brudnobiałym kolorze, w niektórych miejscach porośniętą dorodnym grzybem. Uśmiechnął się lekko, odgarniając dłonią grzywkę ze spoconego czoła. W ręku trzymał smartfon i widocznie z kimś pisał. Po chwili podszedł do niego gburowaty paker.
- Suń się, chudzielcu. - Mruknął z wyższością.
 Nataniel podniósł oczy znad telefonu i rozejrzał się, czy aby na pewno te słowa są skierowane do niego.
- Ogłuchłeś? - warknął gbur.
Blondwłosy posłusznie odsunął się od ławki, po czym podszedł do swojej szafki. Otworzyła się z głośnym skrzypnięciem.
Chłopak wyciągnął swoją torbę i udał się do wyjścia. Spojrzał z niechęcią na czerwony, neonowy napis "SIŁOWNIA",  przy czym "i" oraz "n" się nie świeciło. Przewrócił oczami. Cóż... Postanowił sobie, że będzie codziennie ćwiczył.
Niechętnie musiał przyznać pakerowi rację - chudzielcem to on był. Pogrążony w rozmyślaniach nawet nie zauważył, kiedy Samuel zaszedł go od tyłu.
- Mój kochany mięśniak... - wyszeptał czule do ucha Nataniela, które zadrżało delikatnie. Z Samuelem było mu tak dobrze... Westchnął rozkosznie, odwracając się do kochanka. Pocałował go w policzek. Już mieli wymienić namiętny pocałunek, jednak z budynku wyszedł paker - tak, ten nieznośny gbur, który zaczepił blondyna.
- Zmieńcie sobie miejscówę, pedały. - warknął, po czym kopnął Samuela w plecy i odbiegł.
- Tak tchórzysz?! - wrzasnął za nim Nataniel.
- Auch... Siłę to on ma... - wydukał Samuel, jedną ręką gładząc plecy, a drugą dotknął ramienia kochanka. - Przestań... To nic nie da. Zapomnij.
Blondwłosy zrobił zdziwioną minę, ale ustąpił.
- Jedźmy do domu. - Zaproponował.
- Nawet nie wiesz, jaką mam na ciebie ochotę... - Samuel oblizał się, mierząc wzrokiem Nataniela. Blondyn zarumienił się lekko. Trzymając się za ręce, poszli w kierunku domu. W drodze wymienili jeszcze kilka czułych pocałunków, uważając na przechodzących ludzi.

Jechali drogą słuchając radia. Gdy dojechali, Samuel wyszedł pierwszy i wziął z bagażnika torbę Nataniela, który znając charakter modela, nawet nie protestował. Sam otworzył na oścież drzwi i przepuścił w nich blondyna.

1 komentarz:

  1. "Tak, udało mi się ją zachęcić do pisania o yaoi."

    Nawet nie pytajcie jak... ;-;

    OdpowiedzUsuń