czwartek, 9 czerwca 2016

Mały bonus do Zmienności

Wszedł do mieszkania i od razu skierował się w stronę sypialni, gdzie spodziewał się znaleźć swojego kochanka. Nie pomylił się zbytnio. Leżał tam i wpatrywał się w sufit.
- Cześć - odezwał się Nataniel. - Coś się stało?
Na dźwięk obcego głosu Samuel ocknął się z zamyślenia i spojrzał w jego stronę.
- Czekam na ciebie, bo dostaliśmy list i nie chciałem otwierać go sam. - przyznał.
Blondyn podszedł do niego i usiadł obok. Chwycił kopertę, której wcześniej nie zauważył i otworzył ją. Wyciągnął list i zaczął czytać:

   Nataniel siedział w sypialni i czekał. Po chwili do pokoju wszedł Samuel. Bez słowa podszedł do blondyna, pociągnął go brutalnie za włosy i pocałował namiętnie. Ten oddał pocałunek z wielką chęcią.
- Nie wiem, jak ty, ale ja mam na ciebie dużą ochotę - powiedział, a Nataniel poczuł wybrzuszenie przez materiał spodni bruneta. Blondyn uśmiechnął się pobłażliwie na to.
- Myślisz, że po co tu siedzę nic nie robiąc? - Sam zrobił głupią minę,  potem odwzajemnił uśmiech.

Nic więcej nie powiedzieli. Żadnych wyjaśnień. Samuel popchnął Natasia na łóżko i położył się na nim. Pocałował go w usta, a gdy ten je otworzył, splótł ich języki w tańcu.

Samuel zaczął powoli jeździć palcami po ciele kochanka, a ten go całować. Zeszli niżej.  Blondyn po zrobieniu kilku malinek na szyi, przeszedł na prawy obojczyk i ugryzł go do krwi. W odpowiedzi brunet uszczypnął go mocno w oba sutki, na co ten zakwilił.

Chwilę potem zassał się na prawym, jedną ręką bawił się lewym, a drugą zaczął stymulować członek Nataniela. Gdy poczuł, że blondyn jest już na granicy zacisnął rękę, by ten nie mógł dojść.

Chciał, by doszli razem, gdy on będzie w jego wnętrzu. Sięgnął ręką do szafki i wydobył z niego lubrykant. Już chciał posmarować sobie palce, gdy powstrzymała go dłoń kochanka. Spojrzał w zdeterminowane, wyrażające podniecenie oczy Nataniela.
- Nie, chcę żebyś mnie pieprzył. Bez pamięci - powiedział i to coś w jego oczach ostatecznie przekonało Samuela do podjęcia decyzji. Kiwnął tylko głową.

Blondyn odwrócił się i wypiął się do niego. Ten grubo posmarował swojego penisa i nakierował go na wejście kochanka. Nataniel zagryzł wargi i czekał. Mieszanina bólu i rozkoszy wypełniała go i balansowała na granicy. 

Samuel nie mógł opisać uczucia, którego doznał, gdy zagłębił się w ciasne wejście Nataniela. Było mu cholernie przyjemnie fizycznie przez oplatające go ścianki, ale czuł dyskomfort psychiczny wiedząc, że może zrobić krzywdę osobie, którą kocha, a ona mu ufa.

Gdy blondyn poruszył lekko biodrami na znak, że wszystko w porządku, poruszył się w nim na próbę. Gdy nie usłyszał protestu zrobił to szybciej. Jęk Nataniela dał mu znać, że trafił w jego czuły punkt. Teraz, co kilka pchnięć udawało mu się dawać jak największą rozkosz kochankowi. Poruszał się szybko i zagłębiał się coraz dalej. Nagle, jęczący już błękitnooki poruszył szybko biodrami i spiął wszystkie mięśnie. Doszli w tym samym czasie - Samuel we wnętrzu blondyna, a ten na pościel.

- Nie spali długo tamtej nocy. - dokończył zażenowany i czerwony jak piwonia - P.S wiem, że Nataniel od razu poleci do mnie z nożem, ale czy moglibyście spełnić moje maluteńkie opowiadanko? Piszę książkę i chcę to sprawdzić na was w praktyce.


Wasz kochany i uczciwy
Sarai   
- Jedno się na pewno sprawdzi. Zabiję drania!
- O nie, nie, nie kochany. Musimy spełnić jego ostatnie życzenie. - powiedział już mocno podniecony Samuel i złapał Nataniela w pasie, by zaraz go obrócić i zagłębić w jego usta...

****************
Wojny wygrane. Mały bonus, a druga część one shota w sobotę. Na razie jestem na wycieczce szkolnej z betą i innymi koleżankami.

środa, 1 czerwca 2016

Szkoła


Ogromnie was przepraszam! Wiem, że obiecałam one shota, ale wypowiedziałam wojnę z matmą i niemieckim ( ten drugi to chyba zrozumiałe), które ogromnie mnie ,,lubią" i zamiast 5 będzie 4. A tego nie chcę. Więc na razie nic dodawać nie będę.  10-15 czerwca to najbliższy termin.
 
 
Akatsuki

środa, 25 maja 2016

One shot: Grey Bat i Władca Ciem 1/2


To stało się nagle. Pojawił się znikąd. Łapali właśnie Antibug, gdy znalazł się za nią i ogłuszył ją rękojeścią pistoletu. Padła nieprzytomna, a on odwrócił się w ich stronę i wyciągnął rękę. Zaproponował współpracę, a gdy zgodzili się zbyt oszołomieni, by zadać jakiekolwiek pytanie, on wskoczył na jeden z budynków i odszedł w tylko sobie znaną stronę.
***
Wszedł przez uchylone okno do mieszkania. Westchnął głęboko i zrzucił swój szaro-czarny strój nietoperza.
Nagle zza jego czarnych niczym smoła włosów wyjrzał szary stworek z małymi skrzydełkami.
Chłopak uśmiechnął się i popatrzył na niego swoimi brązowymi oczami.
- Cześć, mały. Podobało się przedstawienie? - zapytał niepewnie.
- Powinieneś zostać aktorem,  a nie studentem weterynarii - wykrzyknęło dumne ze swojego podopiecznego, który spisał się na medal.
- Chociaż nie rozumiem dlaczego zrobiłeś z siebie takiego sztywniaka.
Brunet uśmiechnął się do niego.
- Dla pozorów, w końcu w ogóle ich nie znam. W media nie wierzę - wyjaśnił spokojnie.
- Ech, ty zawsze sobie utrudniasz, Xavier. Ale dla tych min jestem skłonny być cicho. To było taaakie śmieszne - Upadło na pościelone łóżko i zaczęło się śmiać.
- Sicky, Sicky, ty to lubisz się z ludzi śmiać.
- Jak ty mnie dobrze znasz. A tak przy okazji, jak tam twoje mirakulum? - zapytał i dotknął srebrnego wisiorka przedstawiającego dwa nietoperze - szary i czarny.
- Działa świetnie, ale dlaczego akurat nietoperz? -  westchnął zrezygnowany. Na te słowa zwierzątko obruszyło się na niego.
- Coś ci nie pasuje?! Przecież nietoperze są super. I do tego są słodkie i polują w nocy...
- I mają manię wielkości. Przynajmniej jeden z nich - Sicky popatrzył na niego wzrokiem jakiego nie powstydziłby się bazyliszek, ale po chwili spuścił głowę i powiedział:
- ... trochę racji możesz mieć. Ale ty nie jesteś lepszy! - wykrzyknął na swoją obronę.

***

Po kilku następnych akcjach Biedronka i Czarny Kot zaczęli się całkiem dobrze dogadywać z Grey Bat. mimo, że miał dość trudny charakterek to musieli przyznać, że miał dużą wiedzę na różne tematy. Okazało się, ze potrafił wywęszyć, kto kim jest w prawdziwym świecie. Dzięki kilku kontaktom znalazł prawdziwe tożsamości paryskich bohaterów. A gdy im to oznajmił to chcieli się na niego rzucić.
- Jak to możliwe?! - wykrzyknęła zbulwersowana Biedronka. Spojrzała na Kota i spłonęła krwistym rumieńcem. Zaczęła mamrotać niezrozumiałe dla Xaviera słowa, ale chyba chodziło o nieznośnych nietoperzy, którzy wtykają nos w nie swoje sprawy i psują życie innym ludziom.

Właśnie dowiedziała się, że Czarny Kot - osoba, która się za nią ugania to tak naprawdę osoba, za którą to ona się uganiała. Nagle poczuła mrowienie.Jej czas się skończył. Skoro już i tak wiedzą, kim jest to nie mam nic do stracenia.. Po chwili przed chłopakami stała Marinette.
Kot stał w osłupieniu. Jemu też skończył się czas po użyciu Kotaklizmu. Biedronka spłonęła jeszcze większym rumieńcem i odwróciła szybko wzrok. Jednak Xavier miał racje. Co ona teraz zrobi?! Nie dość, że w szkole to teraz w ,,pracy" będzie się wygłupiać na jego oczach.

- Normalnie - odparł już lekko znudzony Xavier, który miał już dość pytań tych małolatów.

Z kolei Adrien bił się z myślami, w końcu przez cały czas miał swoją ukochaną tak blisko. Na drżących nogach podszedł do niej i z  lekkim wahaniem pocałował ją. Ta na początku chciała mu zrobić krzywdę. W końcu, kto normalny całuje inną osobę z zaskoczenia?!  Ale nareszcie doczekała się odwzajemnienia uczucia ze strony skrytej miłości. Objęła go ramionami za szyję i odwzajemniła pocałunek. 

Nie zauważyli, jak pewien młody mężczyzna ewakuował się dyskretnie zostawiając ich samych.

***

Szedł powoli na jednym z budynków. Nie zauważył dziwnych lin, które po cichu skradały się za nim. Nagle jedna z nich zamknęła mu usta. Próbował się wyrwać, ale inne związały mu ręce i nogi. Jedna oplotła się wokół jego szyi i zaczęła zacieśniać uścisk. pociemniało mu przed oczami. Zanim stracił przytomność zobaczył zarys czarnego kostiumu i śmiech mężczyzny...

***
Promienie słońca padły na jego twarz, a on otworzył mozolnie jedno oko, ale szybko je zamknął, ponieważ zrobiło mu  się niedobrze. Za trzecią próbą otworzył oba i rozejrzał się po pomieszczeniu. Szare ściany i okno po jego lewej stronie. Jedynym meblem znajdującym się w pokoju było łóżko, na którym leżał.
- W końcu się obudziłeś - odwrócił głowę w stronę głosu.

Wysoki mężczyzna z niebieskimi oczami i lekko białymi włosami patrzył się na niego z ironicznym uśmieszkiem błąkającym się na ustach.
- Kim jesteś? - zapytał Xavier. Był zdenerwowany, ale miał nadzieję, że nie było tego po nim widać. Mężczyzna podszedł do niego i z wyprostowaną głową odpowiedział:
- Mówią na mnie Władca Ciem...

***

Uwaga! jestem niedobra i spóźnialska. Miał to być jeden długi one shot z okazji urodzin bety, która miała je 19 maja ( wcześnie dodaję, nie?), ale podzieliłam go na dwie części. Reszta będzie w sobotę, bądź niedzielę.
A więc, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, AGNIESZKO!

sobota, 14 maja 2016

Fanpage? o.O

Witam, witam!

Razem z Akatsuki postanowiłyśmy, ze z okazji 3000 wyświetleń na blogu wykombinujemy coś dla Czytelników. Padło na fanpage na Facebooku c:

Będziemy dodawać tam informacje o różnych nowych postach, a także organizować ciekawe zabawy dla was :D
Mam nadzieję, że pomysł się spodoba :)

Zapraszam! 
----> FANPAGE <----
http://bit.ly/1TNigFp
http://bit.ly/1TNigFp
http://bit.ly/1TNigFp
http://bit.ly/1TNigFp
 

czwartek, 28 kwietnia 2016

Zmienność - Rozdział 9

Początek w pierwszej osobie, to ja zaczęłam, ale część do pójścia w kierunku domu to już od Cosstki. Tak, udało mi się ją zachęcić do pisania o yaoi. Nawet nie wiecie, ile mi to zajęło. Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Miałam zaczęte dwa rozdziały, ale jakoś ich nie umiałam skończyć. Dodatkowo, skoro już były ,,dzikie seksy" jak to mówi Aga to tutaj też postanowiłam się wykazać na tym polu. Miłego czytania!
***
Wziąłem do ręki niebieską torbę zapchaną moimi rzeczami. Nareszcie wychodziłem z tego piekła zwanego szpitalem. Tak! Uwolniłem się! Choć nie było to wcale takie łatwe. Kilka tygodni leżałem czekając, aż moje żebra z powrotem się zrosną, a potem rehabilitacja.  Ręka nadal jest zabandażowana, ale mogę już nią w większości ruszać. Ponadto, moja waga diametralnie zmniejszyła się. Poprzysiągłem sobie, że zacznę ćwiczyć i nabiorę trochę mięśni. Choć trochę. W moim wypadku będzie to wielkie osiągnięcie.

Moja pamięć nie uzyskała jeszcze pełnej sprawności, ale już niewiele mi brakuje. Przynajmniej ja tak sądzę. Sami - bo tak mówię w myślach na Samuela, który efektownie zaczął się krzywić, gdy tak do niego powiedziałem (teraz używam tego określenia, gdy chcę mu dokuczyć lub gdy jestem na niego wściekły) uważa, że większość przypomnę sobie, jak wrócę na ,,stare śmieci".

Poniekąd może mieć rację. W sumie to potrafimy się kłócić o nawet najmniejszą błahostkę godzinami, ale to tylko takie docinki dla umilenia czasu. Bardzo je polubiłem, ale Sarai powiedział, że jak to wejdzie nam w nawyk to za długo nie pobędziemy razem. Ale, co on tam może wiedzieć? Owszem, bardzo go polubiłem, ale jakoś nigdy go z żadną dziewczyną, ani chłopakiem nie widziałem. Ale, w sumie, widziałem go tylko w szpitalu. 

Muszę o to zapytać Sama, i chyba zaproszę go na kolację, któregoś dnia. Najpierw będę musiał zaznajomić się z kuchnią, mogę coś przypadkiem zmaścić, jak to ja mam w zwyczaju.


Zamknąłem po cichu drzwi i powolnym krokiem skierowałem się w stronę recepcji, a potem wyjścia ze szpitala. Tam czekał już na mnie Sam opierający się o czarne BMW - jego nowy nabytek,  którym nie omieszkał mi się pochwalić. Pół dnia spędziłem słuchając jego monologu na temat silnika i ogólnie budowy tego, w jego mniemaniu cuda. postanowiłem, że jeśli jeszcze raz zacznie swój wywód, to biorę koc, poduszki i traktuję to jako kołysankę.

On, jakby wyczuwając moją obecność (czasami myślę, że ma jakiś radar. Zawsze wie, z której strony idę), odwrócił się w moją stronę i z wielkim bananem na twarzy podszedł do mnie i uściskał mnie mocno. Oczywiście, uważając na rękę i ledwo zrośnięte żebra. Szczerze powiedziawszy, mam wrażenie jakby były teraz bardziej wrażliwe. No cóż, na pewno to wkrótce sprawdzę z Samuelem. Oby szybko!
***
Nataniel wsparł się o niewielką, metalową ławkę stojącą pod samą ścianą o brudnobiałym kolorze, w niektórych miejscach porośniętą dorodnym grzybem. Uśmiechnął się lekko, odgarniając dłonią grzywkę ze spoconego czoła. W ręku trzymał smartfon i widocznie z kimś pisał. Po chwili podszedł do niego gburowaty paker.
- Suń się, chudzielcu. - Mruknął z wyższością.
 Nataniel podniósł oczy znad telefonu i rozejrzał się, czy aby na pewno te słowa są skierowane do niego.
- Ogłuchłeś? - warknął gbur.
Blondwłosy posłusznie odsunął się od ławki, po czym podszedł do swojej szafki. Otworzyła się z głośnym skrzypnięciem.
Chłopak wyciągnął swoją torbę i udał się do wyjścia. Spojrzał z niechęcią na czerwony, neonowy napis "SIŁOWNIA",  przy czym "i" oraz "n" się nie świeciło. Przewrócił oczami. Cóż... Postanowił sobie, że będzie codziennie ćwiczył.
Niechętnie musiał przyznać pakerowi rację - chudzielcem to on był. Pogrążony w rozmyślaniach nawet nie zauważył, kiedy Samuel zaszedł go od tyłu.
- Mój kochany mięśniak... - wyszeptał czule do ucha Nataniela, które zadrżało delikatnie. Z Samuelem było mu tak dobrze... Westchnął rozkosznie, odwracając się do kochanka. Pocałował go w policzek. Już mieli wymienić namiętny pocałunek, jednak z budynku wyszedł paker - tak, ten nieznośny gbur, który zaczepił blondyna.
- Zmieńcie sobie miejscówę, pedały. - warknął, po czym kopnął Samuela w plecy i odbiegł.
- Tak tchórzysz?! - wrzasnął za nim Nataniel.
- Auch... Siłę to on ma... - wydukał Samuel, jedną ręką gładząc plecy, a drugą dotknął ramienia kochanka. - Przestań... To nic nie da. Zapomnij.
Blondwłosy zrobił zdziwioną minę, ale ustąpił.
- Jedźmy do domu. - Zaproponował.
- Nawet nie wiesz, jaką mam na ciebie ochotę... - Samuel oblizał się, mierząc wzrokiem Nataniela. Blondyn zarumienił się lekko. Trzymając się za ręce, poszli w kierunku domu. W drodze wymienili jeszcze kilka czułych pocałunków, uważając na przechodzących ludzi.

Jechali drogą słuchając radia. Gdy dojechali, Samuel wyszedł pierwszy i wziął z bagażnika torbę Nataniela, który znając charakter modela, nawet nie protestował. Sam otworzył na oścież drzwi i przepuścił w nich blondyna.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Przepraszam


Przepraszam wszystkich, którzy czekają na nowe rozdziały. Niestety nie miałam ostatnio czasu.
Obiecuję, że nowy rozdział pojawi się w sobotę, może niedzielę.

 
Akatsuki sm

sobota, 26 marca 2016

Rozdział VI - Bestia

Ostrzegam, że treści w tym poście są dla osób pełnoletnich (ciekawe ile jest takich osób ;))
Tak tylko ostrzegam.
***
 
- Śpisz? - Zapytał srebrnowłosy. 
 
- Jestem za bardzo ciekawy, ty chyba też, jak sądzę - odpowiedział mu drugi głos, należący do Sylweriusza podpierającego się na łokciu.

- Masz rację, to co? Sprawdzamy? - zapytał z błyskiem w oku Halvir. 

- Z chęcią, ale szanuję Vala i jakoś nie chcę, żeby miał o mnie złe zdanie - Burknął w odpowiedzi blondyn, ale po chwili wahania dodał - No chyba, że to ty je otworzysz - ja nic nie widziałem - ale potem ci nie pomogę, zrozumiano? - Uśmiechnęli się jednocześnie.

- Zgoda.

 Czarodziej wstał powoli, nie robiąc żadnego hałasu - nie chciał budzić księcia, który spał skulony w kłębek plecami do niego. Uklęknął za nim i wymówił po cichu inkantację. Po chwili żelazne kajdanki otworzyły się z cichym kliknięciem. Mężczyźni wstrzymali oddechy, czekając na ciąg dalszy.
 
- Arrrrrrrrrrrggggggghh!!! - Usłyszeli przeraźliwy ryk.
 
Skóra Vala z jasnej zrobiła się brązowa, ubrania podarły się na ciele czarnowłosego. Jego ciało pokryły czarne linie układające się we wzór w stronę serca. To samo w sobie zafascynowało, ale i przeraziło Haviego i Sylweriusza. Największy strach sprawiły oczy. Kiedyś piękne, niebieskie niczym niebo. Teraz złote wwiercające się w nich z żądzą mordu o pionowych źrenicach.  Gdy na nich spojrzał, mężczyzn przebiegły ciarki.
To było takie... inne. W porównaniu z normalnym wyglądem Vala, który uśmiechał się do nich ciepło, ta bestia przed nimi, która chciała ich zabić była... piękna, groźna i taka... niewinna. Jakby nigdy nie spotkała się z zagrożeniami tego świata.
 
-... Wow - Tyle udało się wydusić Haviemu, który wpatrywał się w bestię z urzeczeniem. Odpowiedział mu cichy pomruk Sylweriusza wyrażający zgodę.

Nagle bestia rzuciła się na nich z pazurami. Była szybka i zwinna, jednym ruchem doskoczyła do czarodzieja, który nie zdążył w porę zrobić uniku i  zostawiła mu na torsie dwa krwawe pręgi.
 
- Ałć! Spokojnie Val. - Spróbował w niego rzucić zaklęcie unieruchamiające, ale ten zgiął się wpół. Zaszczycił ich jeszcze jednym spojrzeniem i uciekł do lasu. - No super! - Jęknął z rezygnacją. Za to Sylweruś dosłownie tarzał się ze śmiechu po ziemi.

- Haha, na mnie nie licz, powiedziałem, że tego nie pochwalam. - Otarł łezkę z oka. - Miłej zabawy! - Havi westchnął zrezygnowany.

- Popilnuj naszych rzeczy, dobra? -  Dodał na odchodnym i wszedł w gęstwinę drzew.

***
- Val! ... Val, gdzie jesteś?! - Nie wiedział już ile godzin tak nawoływał przyjaciela. Przeszukał już prawie całą połać lasu. Jedynym plusem było to, że mógł się uleczyć.
 
- Remedium - wyszeptał i ciemne pręgi zaczęły się zasklepiać.
 
 Nagle usłyszał ryk, do złudzenia przypominający ten należący do Valdrigue. Natychmiast popędził w tamtą stronę.

Zobaczył wejście do groty, które skutecznie było ukrywane przez gęste drzewa. Musiał przyznać, że ta bestyjka potrafi świetnie dobierać kryjówki. Powolnym  krokiem skierował się do środka. Widok, który zobaczył zaskoczył go. I to mało powiedziane, przed nim leżał skulony Val w swojej demonicznej formie. Jego oddech był nierówny, a ręce zaciskał w pięści. Coś mu doskwierało. Podszedł bliżej i rzucił zaklęcie reprehendo status. No jasne! Że też nie wpadł na to wcześniej! Skoro Val nad sobą nie panuje i nic nie pamięta to czemu, by tego nie wykorzystać? Na jego usta wypłynął  chyry uśmieszek, któremu nawet sam król demonów, by pozazdrościł. 

Teraz rozumiał trochę więcej. Val podczas swoich przemian miał w sobie zbyt dużo magicznej mocy. A gdyby przelał jej część na Halvira, wtedy jeden uzupełniłby swój zapas, a drugi nie zmieniałby się w potwora i nie niszczył wszystkiego w zasięgu wzroku. A taka wymiana jest możliwa przy kontakcie fizycznym.

Powoli dotknął ramienia księcia, który otworzył swe ślepia i chciał się rzucić na Haviego. Ten jednak wymówił zaklęcie unieruchamiające i przyszpilił nim Vala do podłogi. Zakrył jego usta swoimi i zaczął badać językiem środek ust bestii. Ten nie opierał się, wręcz przeciwnie, oddawał pieszczotę. Gdy nie mogli już nabrać tchu oderwali się od siebie. Havi powoli jeździł  językiem po szczęce i szyi Vala, od czasu do czasu podgryzając ją lekko. Jego ręce bawiły się sutkami mężczyzny pod nim. Ten z każdym ruchem maga, jęczał rozkosznie coraz bardziej podniecając Halvira, który czuł swoją erekcję w spodniach, które po chwili zrzucił wraz z resztą ubrania.

Czarodziej zjechał jeszcze niżej i zaczął całować brzuch i podbrzusze księcia, specjalnie omijając najważniejsze miejsce. Val jęczał i wił się pod dotykiem Haviego, ledwo łapiąc powietrze. Było mu tak przyjemnie, że nie mógł wytrzymać. Krzyknął czując wilgotne usta zaciskające się na jego członku.  Mag próbował ukryć uśmiech satysfakcji, ale niespecjalnie mu się to udawało. Polizał  penisa Vala na całej długości, ssał jego główkę, drażnił dziurkę językiem i zaczął ześlizgiwać się po całej jego długości, rozkoszując się jękami księcia.  Spojrzał w górę na żółte, zamglone podnieceniem oczy, które wpatrywały się w niego z pożądaniem. Odzwierciedlały to, co czuł on sam. Nagle ciało pod nim wygięło się w łuk, a on poczuł słonawy smak w ustach. Połknął wszystko i poderwał się w górę chcąc zobaczyć jak wygląda mężczyzna. Miał  półprzymknięte powieki, lekko rozchylone usta łapczywie łapały powietrze. Musiał przyznać, że podobał mu się taki widok. Ale to jeszcze nie koniec, ma w planach dużo więcej przyjemności.

Poślinił dwa palce prawej ręki i wsunął jeden powoli w wejście Vala, który pod wpływem tego nagłego wtargnięcia wygiął się w łuk i krzyknął.

- Cii, rozluźnij się - Powiedział Havi i  po chwili dołączył drugi palec, który został otoczony ciasnym kręgiem mięśni.

Drugą ręką głaskał czule policzek Vala, który wręcz lgnął do tego dotyku. Na początku doskwierał mu lekki dyskomfort związany z przygotowaniem, ale teraz było mu tak przyjemnie, że wręcz nabijał się biodrami na palce. Gdy Halvir dołączył trzeci i po kilku minutach poczuł, że bestia jest wystarczająco rozluźniona, chwycił swój członek  i nakierował go do wejścia Vala. Ten krzyknął, gdy poczuł główkę penisa wchodzącą w niego powoli. Przygryzł wargę tak mocno, że poczuł metaliczny smak krwi. Mimowolnie po policzkach popłynęła mu łza, którą Havi szybko scałował. Jednocześnie chwycił dłońmi biodra Vala, by nie poruszył się i nie sprawił sobie więcej bólu.

Chłopak oddychał szybko i płytko, raz po raz zaciskał ręce w pięści. Powoli, z wahaniem zbliżył swoje wargi do ust czarodzieja i pocałował go zachłannie dając pozwolenie na kontynuację. Temu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pierwsze pchnięcie zadał z niepewnością, nie chciał skrzywdzić Vala, chciał dać mu jak najwięcej przyjemności. Zaczął się powoli poruszać, badając wnętrze. Po kilku ruchach natrafił w czułe miejsce Vala, który wydał bezdźwięczny krzyk i zacisnął jeszcze mocniej ręce, tak mocno, że pazury przebiły jego skórę. Z ranek zaczęła spływać małymi strużkami szkarłatna ciecz.

Havi, co chwilę uderzał w prostatę księcia, który również zaczął szybko nabijać się biodrami na męskość maga, który już ledwo wytrzymywał.  Wziął do ręki członka Vala i zaczął nią poruszać w rytm pchnięć, drugą bawił się na przemian sutkami bestii. Usta zaś uwięził w czułym i namiętnym pocałunku. Val wzdychał z przyjemności w jego wargi. Nagle napiął wszystkie mięśnie i doszedł. Pod wpływem zaciskających się na jego członku mięśni, Havi wytrysnął w jego wnętrzu chwilę po nim. Opadł na niego, a ich  klatki piersiowe unosiły  się spazmatycznie.

- I co? Nie było tak źle. - powiedział, gdy zdołał się w miarę uspokoić. 

Val wymruczał coś w odpowiedzi i zaczął powoli zamykać oczy. Był zmęczony, chciało mu się spać. Nagle przed Havim znów pojawił się jego Val, w swojej normalnej postaci, który drzemał spokojnie skulony obok niego. Wypowiedział jeszcze zaklęcie czyszczące i wziął go delikatnie na ręce, po czym skierował się w stronę obozowiska.
Mniejsza o ten miecz, teraz bardziej zależy mi na tej bestii, pomyślał i na jego ustach pojawił się nikły uśmiech. Dobrze, że niczego nie będzie pamiętać, gdyby się dowiedział zrobiłby mi coś bardzo złego.
*** 
To mój pierwszy opis więc potraktujcie mnie ulgowo, błagam.
 Przepraszam, że tylko tyle, ale mam urwanie głowy w związku z przygotowaniami do świąt. Jutro postaram się dodać następną część ;).