środa, 25 maja 2016

One shot: Grey Bat i Władca Ciem 1/2


To stało się nagle. Pojawił się znikąd. Łapali właśnie Antibug, gdy znalazł się za nią i ogłuszył ją rękojeścią pistoletu. Padła nieprzytomna, a on odwrócił się w ich stronę i wyciągnął rękę. Zaproponował współpracę, a gdy zgodzili się zbyt oszołomieni, by zadać jakiekolwiek pytanie, on wskoczył na jeden z budynków i odszedł w tylko sobie znaną stronę.
***
Wszedł przez uchylone okno do mieszkania. Westchnął głęboko i zrzucił swój szaro-czarny strój nietoperza.
Nagle zza jego czarnych niczym smoła włosów wyjrzał szary stworek z małymi skrzydełkami.
Chłopak uśmiechnął się i popatrzył na niego swoimi brązowymi oczami.
- Cześć, mały. Podobało się przedstawienie? - zapytał niepewnie.
- Powinieneś zostać aktorem,  a nie studentem weterynarii - wykrzyknęło dumne ze swojego podopiecznego, który spisał się na medal.
- Chociaż nie rozumiem dlaczego zrobiłeś z siebie takiego sztywniaka.
Brunet uśmiechnął się do niego.
- Dla pozorów, w końcu w ogóle ich nie znam. W media nie wierzę - wyjaśnił spokojnie.
- Ech, ty zawsze sobie utrudniasz, Xavier. Ale dla tych min jestem skłonny być cicho. To było taaakie śmieszne - Upadło na pościelone łóżko i zaczęło się śmiać.
- Sicky, Sicky, ty to lubisz się z ludzi śmiać.
- Jak ty mnie dobrze znasz. A tak przy okazji, jak tam twoje mirakulum? - zapytał i dotknął srebrnego wisiorka przedstawiającego dwa nietoperze - szary i czarny.
- Działa świetnie, ale dlaczego akurat nietoperz? -  westchnął zrezygnowany. Na te słowa zwierzątko obruszyło się na niego.
- Coś ci nie pasuje?! Przecież nietoperze są super. I do tego są słodkie i polują w nocy...
- I mają manię wielkości. Przynajmniej jeden z nich - Sicky popatrzył na niego wzrokiem jakiego nie powstydziłby się bazyliszek, ale po chwili spuścił głowę i powiedział:
- ... trochę racji możesz mieć. Ale ty nie jesteś lepszy! - wykrzyknął na swoją obronę.

***

Po kilku następnych akcjach Biedronka i Czarny Kot zaczęli się całkiem dobrze dogadywać z Grey Bat. mimo, że miał dość trudny charakterek to musieli przyznać, że miał dużą wiedzę na różne tematy. Okazało się, ze potrafił wywęszyć, kto kim jest w prawdziwym świecie. Dzięki kilku kontaktom znalazł prawdziwe tożsamości paryskich bohaterów. A gdy im to oznajmił to chcieli się na niego rzucić.
- Jak to możliwe?! - wykrzyknęła zbulwersowana Biedronka. Spojrzała na Kota i spłonęła krwistym rumieńcem. Zaczęła mamrotać niezrozumiałe dla Xaviera słowa, ale chyba chodziło o nieznośnych nietoperzy, którzy wtykają nos w nie swoje sprawy i psują życie innym ludziom.

Właśnie dowiedziała się, że Czarny Kot - osoba, która się za nią ugania to tak naprawdę osoba, za którą to ona się uganiała. Nagle poczuła mrowienie.Jej czas się skończył. Skoro już i tak wiedzą, kim jest to nie mam nic do stracenia.. Po chwili przed chłopakami stała Marinette.
Kot stał w osłupieniu. Jemu też skończył się czas po użyciu Kotaklizmu. Biedronka spłonęła jeszcze większym rumieńcem i odwróciła szybko wzrok. Jednak Xavier miał racje. Co ona teraz zrobi?! Nie dość, że w szkole to teraz w ,,pracy" będzie się wygłupiać na jego oczach.

- Normalnie - odparł już lekko znudzony Xavier, który miał już dość pytań tych małolatów.

Z kolei Adrien bił się z myślami, w końcu przez cały czas miał swoją ukochaną tak blisko. Na drżących nogach podszedł do niej i z  lekkim wahaniem pocałował ją. Ta na początku chciała mu zrobić krzywdę. W końcu, kto normalny całuje inną osobę z zaskoczenia?!  Ale nareszcie doczekała się odwzajemnienia uczucia ze strony skrytej miłości. Objęła go ramionami za szyję i odwzajemniła pocałunek. 

Nie zauważyli, jak pewien młody mężczyzna ewakuował się dyskretnie zostawiając ich samych.

***

Szedł powoli na jednym z budynków. Nie zauważył dziwnych lin, które po cichu skradały się za nim. Nagle jedna z nich zamknęła mu usta. Próbował się wyrwać, ale inne związały mu ręce i nogi. Jedna oplotła się wokół jego szyi i zaczęła zacieśniać uścisk. pociemniało mu przed oczami. Zanim stracił przytomność zobaczył zarys czarnego kostiumu i śmiech mężczyzny...

***
Promienie słońca padły na jego twarz, a on otworzył mozolnie jedno oko, ale szybko je zamknął, ponieważ zrobiło mu  się niedobrze. Za trzecią próbą otworzył oba i rozejrzał się po pomieszczeniu. Szare ściany i okno po jego lewej stronie. Jedynym meblem znajdującym się w pokoju było łóżko, na którym leżał.
- W końcu się obudziłeś - odwrócił głowę w stronę głosu.

Wysoki mężczyzna z niebieskimi oczami i lekko białymi włosami patrzył się na niego z ironicznym uśmieszkiem błąkającym się na ustach.
- Kim jesteś? - zapytał Xavier. Był zdenerwowany, ale miał nadzieję, że nie było tego po nim widać. Mężczyzna podszedł do niego i z wyprostowaną głową odpowiedział:
- Mówią na mnie Władca Ciem...

***

Uwaga! jestem niedobra i spóźnialska. Miał to być jeden długi one shot z okazji urodzin bety, która miała je 19 maja ( wcześnie dodaję, nie?), ale podzieliłam go na dwie części. Reszta będzie w sobotę, bądź niedzielę.
A więc, WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, AGNIESZKO!

sobota, 14 maja 2016

Fanpage? o.O

Witam, witam!

Razem z Akatsuki postanowiłyśmy, ze z okazji 3000 wyświetleń na blogu wykombinujemy coś dla Czytelników. Padło na fanpage na Facebooku c:

Będziemy dodawać tam informacje o różnych nowych postach, a także organizować ciekawe zabawy dla was :D
Mam nadzieję, że pomysł się spodoba :)

Zapraszam! 
----> FANPAGE <----
http://bit.ly/1TNigFp
http://bit.ly/1TNigFp
http://bit.ly/1TNigFp
http://bit.ly/1TNigFp
 

czwartek, 28 kwietnia 2016

Zmienność - Rozdział 9

Początek w pierwszej osobie, to ja zaczęłam, ale część do pójścia w kierunku domu to już od Cosstki. Tak, udało mi się ją zachęcić do pisania o yaoi. Nawet nie wiecie, ile mi to zajęło. Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Miałam zaczęte dwa rozdziały, ale jakoś ich nie umiałam skończyć. Dodatkowo, skoro już były ,,dzikie seksy" jak to mówi Aga to tutaj też postanowiłam się wykazać na tym polu. Miłego czytania!
***
Wziąłem do ręki niebieską torbę zapchaną moimi rzeczami. Nareszcie wychodziłem z tego piekła zwanego szpitalem. Tak! Uwolniłem się! Choć nie było to wcale takie łatwe. Kilka tygodni leżałem czekając, aż moje żebra z powrotem się zrosną, a potem rehabilitacja.  Ręka nadal jest zabandażowana, ale mogę już nią w większości ruszać. Ponadto, moja waga diametralnie zmniejszyła się. Poprzysiągłem sobie, że zacznę ćwiczyć i nabiorę trochę mięśni. Choć trochę. W moim wypadku będzie to wielkie osiągnięcie.

Moja pamięć nie uzyskała jeszcze pełnej sprawności, ale już niewiele mi brakuje. Przynajmniej ja tak sądzę. Sami - bo tak mówię w myślach na Samuela, który efektownie zaczął się krzywić, gdy tak do niego powiedziałem (teraz używam tego określenia, gdy chcę mu dokuczyć lub gdy jestem na niego wściekły) uważa, że większość przypomnę sobie, jak wrócę na ,,stare śmieci".

Poniekąd może mieć rację. W sumie to potrafimy się kłócić o nawet najmniejszą błahostkę godzinami, ale to tylko takie docinki dla umilenia czasu. Bardzo je polubiłem, ale Sarai powiedział, że jak to wejdzie nam w nawyk to za długo nie pobędziemy razem. Ale, co on tam może wiedzieć? Owszem, bardzo go polubiłem, ale jakoś nigdy go z żadną dziewczyną, ani chłopakiem nie widziałem. Ale, w sumie, widziałem go tylko w szpitalu. 

Muszę o to zapytać Sama, i chyba zaproszę go na kolację, któregoś dnia. Najpierw będę musiał zaznajomić się z kuchnią, mogę coś przypadkiem zmaścić, jak to ja mam w zwyczaju.


Zamknąłem po cichu drzwi i powolnym krokiem skierowałem się w stronę recepcji, a potem wyjścia ze szpitala. Tam czekał już na mnie Sam opierający się o czarne BMW - jego nowy nabytek,  którym nie omieszkał mi się pochwalić. Pół dnia spędziłem słuchając jego monologu na temat silnika i ogólnie budowy tego, w jego mniemaniu cuda. postanowiłem, że jeśli jeszcze raz zacznie swój wywód, to biorę koc, poduszki i traktuję to jako kołysankę.

On, jakby wyczuwając moją obecność (czasami myślę, że ma jakiś radar. Zawsze wie, z której strony idę), odwrócił się w moją stronę i z wielkim bananem na twarzy podszedł do mnie i uściskał mnie mocno. Oczywiście, uważając na rękę i ledwo zrośnięte żebra. Szczerze powiedziawszy, mam wrażenie jakby były teraz bardziej wrażliwe. No cóż, na pewno to wkrótce sprawdzę z Samuelem. Oby szybko!
***
Nataniel wsparł się o niewielką, metalową ławkę stojącą pod samą ścianą o brudnobiałym kolorze, w niektórych miejscach porośniętą dorodnym grzybem. Uśmiechnął się lekko, odgarniając dłonią grzywkę ze spoconego czoła. W ręku trzymał smartfon i widocznie z kimś pisał. Po chwili podszedł do niego gburowaty paker.
- Suń się, chudzielcu. - Mruknął z wyższością.
 Nataniel podniósł oczy znad telefonu i rozejrzał się, czy aby na pewno te słowa są skierowane do niego.
- Ogłuchłeś? - warknął gbur.
Blondwłosy posłusznie odsunął się od ławki, po czym podszedł do swojej szafki. Otworzyła się z głośnym skrzypnięciem.
Chłopak wyciągnął swoją torbę i udał się do wyjścia. Spojrzał z niechęcią na czerwony, neonowy napis "SIŁOWNIA",  przy czym "i" oraz "n" się nie świeciło. Przewrócił oczami. Cóż... Postanowił sobie, że będzie codziennie ćwiczył.
Niechętnie musiał przyznać pakerowi rację - chudzielcem to on był. Pogrążony w rozmyślaniach nawet nie zauważył, kiedy Samuel zaszedł go od tyłu.
- Mój kochany mięśniak... - wyszeptał czule do ucha Nataniela, które zadrżało delikatnie. Z Samuelem było mu tak dobrze... Westchnął rozkosznie, odwracając się do kochanka. Pocałował go w policzek. Już mieli wymienić namiętny pocałunek, jednak z budynku wyszedł paker - tak, ten nieznośny gbur, który zaczepił blondyna.
- Zmieńcie sobie miejscówę, pedały. - warknął, po czym kopnął Samuela w plecy i odbiegł.
- Tak tchórzysz?! - wrzasnął za nim Nataniel.
- Auch... Siłę to on ma... - wydukał Samuel, jedną ręką gładząc plecy, a drugą dotknął ramienia kochanka. - Przestań... To nic nie da. Zapomnij.
Blondwłosy zrobił zdziwioną minę, ale ustąpił.
- Jedźmy do domu. - Zaproponował.
- Nawet nie wiesz, jaką mam na ciebie ochotę... - Samuel oblizał się, mierząc wzrokiem Nataniela. Blondyn zarumienił się lekko. Trzymając się za ręce, poszli w kierunku domu. W drodze wymienili jeszcze kilka czułych pocałunków, uważając na przechodzących ludzi.

Jechali drogą słuchając radia. Gdy dojechali, Samuel wyszedł pierwszy i wziął z bagażnika torbę Nataniela, który znając charakter modela, nawet nie protestował. Sam otworzył na oścież drzwi i przepuścił w nich blondyna.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Przepraszam


Przepraszam wszystkich, którzy czekają na nowe rozdziały. Niestety nie miałam ostatnio czasu.
Obiecuję, że nowy rozdział pojawi się w sobotę, może niedzielę.

 
Akatsuki sm

sobota, 26 marca 2016

Rozdział VI - Bestia

Ostrzegam, że treści w tym poście są dla osób pełnoletnich (ciekawe ile jest takich osób ;))
Tak tylko ostrzegam.
***
 
- Śpisz? - Zapytał srebrnowłosy. 
 
- Jestem za bardzo ciekawy, ty chyba też, jak sądzę - odpowiedział mu drugi głos, należący do Sylweriusza podpierającego się na łokciu.

- Masz rację, to co? Sprawdzamy? - zapytał z błyskiem w oku Halvir. 

- Z chęcią, ale szanuję Vala i jakoś nie chcę, żeby miał o mnie złe zdanie - Burknął w odpowiedzi blondyn, ale po chwili wahania dodał - No chyba, że to ty je otworzysz - ja nic nie widziałem - ale potem ci nie pomogę, zrozumiano? - Uśmiechnęli się jednocześnie.

- Zgoda.

 Czarodziej wstał powoli, nie robiąc żadnego hałasu - nie chciał budzić księcia, który spał skulony w kłębek plecami do niego. Uklęknął za nim i wymówił po cichu inkantację. Po chwili żelazne kajdanki otworzyły się z cichym kliknięciem. Mężczyźni wstrzymali oddechy, czekając na ciąg dalszy.
 
- Arrrrrrrrrrrggggggghh!!! - Usłyszeli przeraźliwy ryk.
 
Skóra Vala z jasnej zrobiła się brązowa, ubrania podarły się na ciele czarnowłosego. Jego ciało pokryły czarne linie układające się we wzór w stronę serca. To samo w sobie zafascynowało, ale i przeraziło Haviego i Sylweriusza. Największy strach sprawiły oczy. Kiedyś piękne, niebieskie niczym niebo. Teraz złote wwiercające się w nich z żądzą mordu o pionowych źrenicach.  Gdy na nich spojrzał, mężczyzn przebiegły ciarki.
To było takie... inne. W porównaniu z normalnym wyglądem Vala, który uśmiechał się do nich ciepło, ta bestia przed nimi, która chciała ich zabić była... piękna, groźna i taka... niewinna. Jakby nigdy nie spotkała się z zagrożeniami tego świata.
 
-... Wow - Tyle udało się wydusić Haviemu, który wpatrywał się w bestię z urzeczeniem. Odpowiedział mu cichy pomruk Sylweriusza wyrażający zgodę.

Nagle bestia rzuciła się na nich z pazurami. Była szybka i zwinna, jednym ruchem doskoczyła do czarodzieja, który nie zdążył w porę zrobić uniku i  zostawiła mu na torsie dwa krwawe pręgi.
 
- Ałć! Spokojnie Val. - Spróbował w niego rzucić zaklęcie unieruchamiające, ale ten zgiął się wpół. Zaszczycił ich jeszcze jednym spojrzeniem i uciekł do lasu. - No super! - Jęknął z rezygnacją. Za to Sylweruś dosłownie tarzał się ze śmiechu po ziemi.

- Haha, na mnie nie licz, powiedziałem, że tego nie pochwalam. - Otarł łezkę z oka. - Miłej zabawy! - Havi westchnął zrezygnowany.

- Popilnuj naszych rzeczy, dobra? -  Dodał na odchodnym i wszedł w gęstwinę drzew.

***
- Val! ... Val, gdzie jesteś?! - Nie wiedział już ile godzin tak nawoływał przyjaciela. Przeszukał już prawie całą połać lasu. Jedynym plusem było to, że mógł się uleczyć.
 
- Remedium - wyszeptał i ciemne pręgi zaczęły się zasklepiać.
 
 Nagle usłyszał ryk, do złudzenia przypominający ten należący do Valdrigue. Natychmiast popędził w tamtą stronę.

Zobaczył wejście do groty, które skutecznie było ukrywane przez gęste drzewa. Musiał przyznać, że ta bestyjka potrafi świetnie dobierać kryjówki. Powolnym  krokiem skierował się do środka. Widok, który zobaczył zaskoczył go. I to mało powiedziane, przed nim leżał skulony Val w swojej demonicznej formie. Jego oddech był nierówny, a ręce zaciskał w pięści. Coś mu doskwierało. Podszedł bliżej i rzucił zaklęcie reprehendo status. No jasne! Że też nie wpadł na to wcześniej! Skoro Val nad sobą nie panuje i nic nie pamięta to czemu, by tego nie wykorzystać? Na jego usta wypłynął  chyry uśmieszek, któremu nawet sam król demonów, by pozazdrościł. 

Teraz rozumiał trochę więcej. Val podczas swoich przemian miał w sobie zbyt dużo magicznej mocy. A gdyby przelał jej część na Halvira, wtedy jeden uzupełniłby swój zapas, a drugi nie zmieniałby się w potwora i nie niszczył wszystkiego w zasięgu wzroku. A taka wymiana jest możliwa przy kontakcie fizycznym.

Powoli dotknął ramienia księcia, który otworzył swe ślepia i chciał się rzucić na Haviego. Ten jednak wymówił zaklęcie unieruchamiające i przyszpilił nim Vala do podłogi. Zakrył jego usta swoimi i zaczął badać językiem środek ust bestii. Ten nie opierał się, wręcz przeciwnie, oddawał pieszczotę. Gdy nie mogli już nabrać tchu oderwali się od siebie. Havi powoli jeździł  językiem po szczęce i szyi Vala, od czasu do czasu podgryzając ją lekko. Jego ręce bawiły się sutkami mężczyzny pod nim. Ten z każdym ruchem maga, jęczał rozkosznie coraz bardziej podniecając Halvira, który czuł swoją erekcję w spodniach, które po chwili zrzucił wraz z resztą ubrania.

Czarodziej zjechał jeszcze niżej i zaczął całować brzuch i podbrzusze księcia, specjalnie omijając najważniejsze miejsce. Val jęczał i wił się pod dotykiem Haviego, ledwo łapiąc powietrze. Było mu tak przyjemnie, że nie mógł wytrzymać. Krzyknął czując wilgotne usta zaciskające się na jego członku.  Mag próbował ukryć uśmiech satysfakcji, ale niespecjalnie mu się to udawało. Polizał  penisa Vala na całej długości, ssał jego główkę, drażnił dziurkę językiem i zaczął ześlizgiwać się po całej jego długości, rozkoszując się jękami księcia.  Spojrzał w górę na żółte, zamglone podnieceniem oczy, które wpatrywały się w niego z pożądaniem. Odzwierciedlały to, co czuł on sam. Nagle ciało pod nim wygięło się w łuk, a on poczuł słonawy smak w ustach. Połknął wszystko i poderwał się w górę chcąc zobaczyć jak wygląda mężczyzna. Miał  półprzymknięte powieki, lekko rozchylone usta łapczywie łapały powietrze. Musiał przyznać, że podobał mu się taki widok. Ale to jeszcze nie koniec, ma w planach dużo więcej przyjemności.

Poślinił dwa palce prawej ręki i wsunął jeden powoli w wejście Vala, który pod wpływem tego nagłego wtargnięcia wygiął się w łuk i krzyknął.

- Cii, rozluźnij się - Powiedział Havi i  po chwili dołączył drugi palec, który został otoczony ciasnym kręgiem mięśni.

Drugą ręką głaskał czule policzek Vala, który wręcz lgnął do tego dotyku. Na początku doskwierał mu lekki dyskomfort związany z przygotowaniem, ale teraz było mu tak przyjemnie, że wręcz nabijał się biodrami na palce. Gdy Halvir dołączył trzeci i po kilku minutach poczuł, że bestia jest wystarczająco rozluźniona, chwycił swój członek  i nakierował go do wejścia Vala. Ten krzyknął, gdy poczuł główkę penisa wchodzącą w niego powoli. Przygryzł wargę tak mocno, że poczuł metaliczny smak krwi. Mimowolnie po policzkach popłynęła mu łza, którą Havi szybko scałował. Jednocześnie chwycił dłońmi biodra Vala, by nie poruszył się i nie sprawił sobie więcej bólu.

Chłopak oddychał szybko i płytko, raz po raz zaciskał ręce w pięści. Powoli, z wahaniem zbliżył swoje wargi do ust czarodzieja i pocałował go zachłannie dając pozwolenie na kontynuację. Temu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Pierwsze pchnięcie zadał z niepewnością, nie chciał skrzywdzić Vala, chciał dać mu jak najwięcej przyjemności. Zaczął się powoli poruszać, badając wnętrze. Po kilku ruchach natrafił w czułe miejsce Vala, który wydał bezdźwięczny krzyk i zacisnął jeszcze mocniej ręce, tak mocno, że pazury przebiły jego skórę. Z ranek zaczęła spływać małymi strużkami szkarłatna ciecz.

Havi, co chwilę uderzał w prostatę księcia, który również zaczął szybko nabijać się biodrami na męskość maga, który już ledwo wytrzymywał.  Wziął do ręki członka Vala i zaczął nią poruszać w rytm pchnięć, drugą bawił się na przemian sutkami bestii. Usta zaś uwięził w czułym i namiętnym pocałunku. Val wzdychał z przyjemności w jego wargi. Nagle napiął wszystkie mięśnie i doszedł. Pod wpływem zaciskających się na jego członku mięśni, Havi wytrysnął w jego wnętrzu chwilę po nim. Opadł na niego, a ich  klatki piersiowe unosiły  się spazmatycznie.

- I co? Nie było tak źle. - powiedział, gdy zdołał się w miarę uspokoić. 

Val wymruczał coś w odpowiedzi i zaczął powoli zamykać oczy. Był zmęczony, chciało mu się spać. Nagle przed Havim znów pojawił się jego Val, w swojej normalnej postaci, który drzemał spokojnie skulony obok niego. Wypowiedział jeszcze zaklęcie czyszczące i wziął go delikatnie na ręce, po czym skierował się w stronę obozowiska.
Mniejsza o ten miecz, teraz bardziej zależy mi na tej bestii, pomyślał i na jego ustach pojawił się nikły uśmiech. Dobrze, że niczego nie będzie pamiętać, gdyby się dowiedział zrobiłby mi coś bardzo złego.
*** 
To mój pierwszy opis więc potraktujcie mnie ulgowo, błagam.
 Przepraszam, że tylko tyle, ale mam urwanie głowy w związku z przygotowaniami do świąt. Jutro postaram się dodać następną część ;).

niedziela, 20 marca 2016

Rozdział V - Nowy towarzysz


Gdy doszli na polanę, gdzie pasły się wierzchowce nowo poznanych młodzieńców, nazbierali trochę drewna, rozpalili ogień i zasiedli wokół niego. Sylweriusz po jednej, młodzi po drugiej. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się im z bliska.

 Srebrnowłosy wyglądał na starszego, stanowczego i pewnego siebie. Jego zielone oczy wpatrywały się w smoka z ciekawością oraz czymś innym, czymś co widział u każdego czarodzieja. W sumie, to wszyscy byli podobni. Z jednej strony aroganccy, ale potrafili dbać o bliskie osoby, jak mało, kto. Zawsze chcieli poznawać nowe rzeczy, byli zafascynowani jakimiś zjawiskami, których jeszcze nie zobaczyli na własne oczy. A Sylweriusz chyba się dla tego maga do takich zaliczał.

Jego towarzysz był jego przeciwnością, przynajmniej tak uważał. Czarne włosy sięgały mu do karku, szczupły, pod dopasowaną koszulą odznaczały się zarysy mięśni. Musiał dużo ćwiczyć szermierkę skoro udało mu się mnie przyszpilić, pomyślał Sylweriusz. Błękitne oczy patrzyły na niego przyjaźnie, z lekką niepewnością oraz czujnośc. Ale te oczy kryły coś jeszcze - coś groźnego i na pewno nie z tego świata.

- Nosisz cząstkę demona w sobie -  Bardziej stwierdził niż zapyt. Odpowiedziało mu nieśmiałe kiwnięcie głową. - No dobrze, opowiedzcie, co się stało, że zaczęliście szukać pomocy u samego ,,króla smoków" - uśmiechnął się do nich zachęcająco.

Wysłuchał w milczeniu całej ich relacji. Czasami unosił brwi w zaskoczeniu lub konsternacji. Zdziwiły go również informacje na temat ataku demonów. Owszem, jego wiedza na ich temat nie była jakaś znacząca, ale na ogół nie atakowały z byle powodu. I to go trochę martwiło.

Bo w końcu jaki cel one miały? Postanowił się nad tym zastanowić później. Gdy skończyli, nastała niezręczna cisza, którą przerwał Val.

- Wiem, że to głupie z naszej strony, ale myślałem, że znasz jakiś sposób, który pomógłby Valowi. - Sylweriusz milczał przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Poruszył bezgłośnie ustami, a potem powiedział:

- Szczerze powiedziawszy, nie znam żądnych sposobów. Mag i ja, podczas naszej podróży spotkaliśmy mężczyznę, który również miał kłopoty z demoniczną aurą, ale nie potrafiliśmy mu pomóc. - Pokręcił bezradnie głową. - Szczerze powiedziawszy mieliśmy z nim drobne problemy - w nocy zamieniał się w ... - Zmarszczył brwi w zamyśleniu szukając odpowiedniego słowa - swoją ,,demoniczną formę". Nie potrafiliśmy sobie wtedy dać z nim rady. Rozeszliśmy się wkrótce i nie mieliśmy już o nim żądnych  wieści. - Spojrzał na kruczowłosego, który teraz wpatrywał się  w podłogę. Uraził go czymś? Zaraz, zaraz. Rozmawialiśmy o demonach, powiedziałem o tamtym chłopaku, o tym, że w nocy... o matko! Skoro ma w sobie klątwę, to pewnie również ma podobne problemy.

 - Val, spójrz na mnie. - Chłopak wykonał rozkaz. Mężczyźni zobaczyli przestraszoną twarz i szkliste oczy. - Jak ty odczuwasz działanie klątwy? - Starał się brzmieć spokojnie, nie chciał go wystraszyć. Podszedł do niego, uklęknął i chwycił jego dłonie. Mag również przysunął się bliżej nich i popatrzył na niego wyczekująco. Był zły na siebie, że nie zauważył żadnych oznak. W końcu spędzili ze sobą już jakiś czas - może nie lat, ani tygodni, ale przez te kilka dni zdążył już się przyzwyczaić do zachowań młodszego. - Proszę, nie zamierzamy nic ci zrobić, chcemy pomóc. - Val jeszcze chwilę się zastanawiał, ale w końcu wstał. 

Odszedł od nich kawałek i zaczął rozpinać koszulę. Mężczyźni przypatrywali się jego poczynaniom w absolutnej ciszy -   gdyby się odezwali, obraziliby tym samym Vala. To, co chciał im pokazać było jego sekretem, którym mało, kto potrafił się podzielić. Szczególnie przed całkiem obcymi ludźmi, jakimi byli Havi i Sylweriusz.

Gdy rozpiął już koszulę, powoli zsunął ją z ramion i opuścił na ziemię. Mężczyźni patrzyli na Vala w lekkim szoku, ale i fascynacji. Cały jego tors pokrywały cienkie, czarne linie, wszystkie układały się w kierunku lewej strony - do serca. Havi miał wrażenie, że wzory wiją się na ciele jego przyjaciela, niczym węże - tak jakby  wyginały się i prawie słyszał ich syczenie. Otrząsnął się jednak i zapytał:

- Czym się objawia? I dlaczego mi tego nie pokazałeś? - Na te słowa Val spuścił głową i wyszeptał, tak cicho, że musieli się nachylić, by go usłyszeć.

- To nie było coś, co mógłbym pokazać osobie, którą ledwo znałem. Ty też mi na początku nie ufałeś - Przypomniał. Owszem, na początku obaj jakoś się nie odzywali do siebie. Jedynie krótkie wymiany zdań na temat położenia lub dokąd mieli się kierować.

- To jak się objawia? - Zapytał zniecierpliwiony Sylweriusz, którego trochę denerwowały zachowania młodszych towarzyszy.

- W nocy... Tak jakby moja moc wychodzi ze mnie i nie umiem jej kontrolować. Nie wiem, co wtedy robię, samo to, że coś się w nocy dzieje dowiedziałem się dzień po bitwie w zamku. Następnego dnia, gdy się obudziłem nie byłem u siebie w pokoju, tylko w jednym z pokoi. Leżałem na ziemi, a moje ubrania były w strzępach. Dopiero potem, gdy wyszedłem na korytarz, zobaczyłem pobojowisko i mojego ojca, który powiedział, że to ja przemieniłem się i dostałem istnego szału. Cud, że nikt wtedy nie zginął. - Powiedział. na myśl o tym, że zrobił komuś z bliskich mu osób krzywdę robiło mu się niedobrze.

- No dobrze, ale jak to jest, ze przez te kilka dni ja nie zauważyłem twojej zmiany? - Zapytał trzeźwo Havi, który jakoś nie mógł uwierzyć w to, że przegapił zmienionego Vala, który niszczył wszystko wokół niego. Valdrigue uśmiechnął się i podszedł do swojej torby. Pogmerał w niej przez chwilę i wyjął z niej żelazne kajdany.

- Dzięki temu. - Wyjaśnił - Po mojej ,, samowolce" nasza Rada Magów, wykuła je i przelała w nie cząstkę swojej magii, która hamuje moje przemiany. To dlatego nic się nie działo. Gdy je zapinałem przed snem, nie bałem się, że zrobię coś strasznego. - Włożył je z powrotem omiótł wzrokiem podłoże, aż natrafił na to, czego szukał. Podszedł tam, podniósł z ziemi koszulę i zaczął ją ubierać.

- Rozumiem, to trochę wyjaśnia. - Stwierdził Havi - To dlatego zawsze w nocy odchodziłeś od ogniska i się nie odzywałeś.

- Mniej więcej. - Uśmiechnął się do niego - Przepraszam, że ci nie powiedziałem, sam rozumiesz.

- Tak., pozostaje jeszcze jedna sprawa. - Val oraz Sylweriusz popatrzyli na niego wyczekująco, a on wyjaśnił - Co teraz zamierzasz zrobić, Sylweriuszu? Nie wiesz nic o klątwie, więc nie będziemy ci już przeszkadzać. - Wspomniany mężczyzna odwrócił wzrok i zapatrzył się w ogień. Po chwili powiedział:

- Nic mnie na tym świecie nie trzyma, ale jeśli byście pozwolili, to z chęcią bym wam towarzyszył. Mogę się przydać,a  mi przyda się trochę ruchu. To co? - Młodsi mężczyźni spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się.

- Nie mamy nic przeciwko! - Odpowiedzieli jednocześnie - A teraz spać - Dokończył Havi i po kilkunastu minutach wszyscy pochrapywali spokojnie.

Jedynie strzegące ich konie leżały i pilnowały swoich panów. No i może jeszcze właściciel czerwonych oczu o pionowych źrenicach, który odwrócił się po chwili i zniknął w ciemności lasu...

niedziela, 13 marca 2016

Rozdział IV - Smok


Młody mężczyzna o jasnej cerze i czarnych włosach śledził wzrokiem jaskinię leżącą u podnóża góry, na której się znajdował. Po dwóch dniach nieustannego kłusa, który najmniej męczył wierzchowce, w końcu dotarli do miejsca swojej wyprawy, a przynajmniej jednej jej części.

- To na pewno tutaj? - zapytał książę, po raz piąty w ciągu ostatniej godziny. Wcześniej jego towarzysz wyjaśnił mu, gdzie zmierzają i wolał się upewnić. Jego zdaniem była to wręcz samobójcza misja, i niestety on miał być głównym celem.

- Ty...! Jeszcze raz o to zapytasz to przysięgam, że wrzucę cię tam i zostawię! - Halvir był już ,,lekko" zirytowany zachowaniem młodszego mężczyzny.

Owszem, rozumiał, że zadanie, które mu przydzielił było ,,odrobinkę" groźne, ale obaj znali ryzyko, gdy wyruszyli ze swoich domów. W dodatku z tego, co mu się zdawało, to Val był w drodze dużo dłużej niż on. Z tego, co się orientował musiał przejeżdżać przez tereny Andów, a oni raczej nie witali miło swoich zagranicznych gości.

Powolnym krokiem skierował się ku ich wierzchowcom i wyjął mapę z bagażu przy siodle Leta, który cicho zarżał. Rozłożył kawałek pergaminu i przyjrzał się jej jeszcze raz, dokładnie.

Znajdowali się w miejscu, gdzie, aż roiło się od smoków, każdej możliwej rasy. Ale interesował ich tylko jeden z nich - o złotych łuskach. Jego poprzedni pan był potężnym magiem i z tego, co udało mu się wywnioskować z książek to jego ,,pupil" posiadał umysł człowieka i całkiem nieźle pamiętał receptury i zaklęcia swojego pana. Głównie o to chodziło Halvirowi, ale mogli znaleźć tam potrzebne informacje dotyczące klątwy Vala. Czarodziej nie walczył zbyt dobrze bronią, a na smoki nie działały żadne zaklęcia, więc Val musiał go zająć, gdy on spróbuje jakoś przebudzić jego uśpioną stronę, która pogrążyła się w czymś w rodzaju letargu po śmierci swego właściciela.
Niestety, Val był zdenerwowany tym, czy uda mu się sprostać zadaniu. W dodatku w tym miejscu było dużo jaskiń, a w nich mieszkały te straszne gady. No, ale i tak nie miał nic do gadania w tej sprawie.
***

- Mówiłeś, że umie mówić! - krzyknął Valdrigue, unikając kolejnego ataku ze strony stwora.

- Umie, ale nie chce mnie słuchać, a w dodatku jego magia umysłu jest dla mnie nie do złamania. Musiałbyś go nieźle walnąć w ten czerep żeby się opamiętał! - odkrzyknął w jego stronę Halvir,  który próbował jakoś ,,obudzić" smoka, który już dobrą chwilę walczył z Valem na wszystkie możliwe sposoby. Kilka razy był już naprawdę blisko ucięcia mu czegoś. Na szczęście książę potrafił się bronić i odpierał ataki dość sprawnie. Kilka razy udało mu się nawet zrobić kilka poziomych cięć na cielsku stwora.
Niestety łuski smoka były złote - właściwie ciemnożółte z dużymi, złotymi plamkami, dzięki którym cała postać stworzenia mieniła się w zależności od kąta padania promieni słońca do jaskini.  Miał ponad trzy metry, a rozpiętość skrzydeł był prawie dwa razy większa, choć trudno było  to ocenić, bo nie mógł ich całkowicie rozpostrzeć przez ściany jaskini. Miał złote oczy z pionowymi źrenicami, które patrzyły przenikliwie na przybyszów. Pysk zdobiły długie wąsy tego samego koloru, co reszty ciała.
Właśnie odparł atak mężczyzny z czerwonym mieczem, gdy usłyszał głos w swoich myślach: Uspokój się panie, nie chcemy zrobić ci żadnej krzywdy. Przychodzimy do ciebie prosić o pomoc. Na chwilę stracił rezon i dał okazję Valdrigue, który jednym zwinnym ruchem przystawił miecz do jego gardła. Smok poczuł zapach krwi. Musiał przyznać, że ten rycerzyk ma całkiem ostry ten mieczyk.
To go trochę otrzeźwiło. Kiedy ostatni raz słyszał jakiś głos człowieka? Kiedy ostatni raz z kimś rozmawiał? Kiedy ostatni raz wyszedł z tej śmierdzącej jaskini?
A, tak. Przed śmiercią swego mistrza. Przyjaciela i ... kochanka. Nadal pamiętał jego śmiech. Jego czarne oczy wpatrujące się w niego. Jego palce błądzące po jego ciele...

Wbrew oczekiwaniom Vala i Haviego, wcale nie rzucił się na nich z rykiem, no prawie. Przynajmniej nie zrobił tego pierwszego. Zaczął płakać, łzy spływały po jego złotej twarzy, która wykrzywiona była w grymasie bólu i udręki. I znowu to samo. Znów ten głos.

Przeżyłeś stratę, prawda? Jednej z najważniejszych osób w swoim życiu. Głos mówił, szczerze i czule - tak jakby wiedział, co on czuje, o czym myśli. Wiem, co teraz przechodzisz. Też straciłem osoby bliskie memu sercu. A książę stojący obok mnie też w ostatnich dniach nie tarzał się w luksusach. Srebrnowłosy mężczyzna z lekkim wahaniem dotknął jego policzka i pogładził go delikatnie na znak otuchy. W jego oczach widać było troskę i współczucie, u jego towarzysza również. Nawet nie zauważył kiedy szkarłatny miecz przestał przebijać jego wrażliwą skórę z małą ilością łusek na gardle.

Rzeczywiście. Przecież poznali jego słaby punkt i mogli go z łatwością zabić. Ale nie zrobili tego. Uspokój się. Czy potrafisz zmieniać swoją postać?  Oczywiście, że tak. Pochodził z jednego z najstarszych smoczych rodów. 

Problem w tym, że ostatni raz przemieniał się jakieś siedemdziesiąt lat temu. Wziął głęboki oddech i zamknął oczy. Napiął wszystkie mięśnie i poczuł znajomy ból w okolicach krzyża. Krzyknął już odmieniony.

Przed Valem nie stał już ten smok o złotych oczach. Zwierzę skurczyło się, w miejsce łusek pojawiła się alabastrowa skóra. Mężczyzna o krótkich blond włosach spojrzał na nich. Spodziewali się zobaczyć złote oczy, ale się pomylili. Zamiast żółci lub chociaż piwnego koloru zobaczyli fioletowe tęczówki z niezmiennymi pionowymi źrenicami. Nadal były przenikliwe, ale też tryskała z nich czułość i stanowczość przeplatana niepewnością. Mieli wrażenie, że istota stojąca przed nimi, mimo takiego wyglądu przeżyła już w swoim życiu o wiele za dużo cierpienia.

Nagle smok zgiął się w pół i krzyknął. Za bardzo nie wiedzieli, co zrobić, więc Val niepewnie zbliżył się do nowo poznanej osoby i położył mu rękę na ramieniu. en podniósł na niego wzrok,  uśmiechnął się przepraszająco i powiedział:

- Wybacz, nic mi nie jest. Dawno nie zmieniałem wyglądu i wyszedłem z wprawy - wyjaśnił. Chwiejnym krokiem podniósł się z klęczek. 

- Cieszę się, że jednak oprzytomniałeś. Mam nadzieję, że nam pomożesz - odezwał się nagle Havi, który podszedł teraz do nich.

- Spróbuję, ale nic nie obiecuję - odpowiedział mu smok - Czy możemy wyjść na zewnątrz? Dawno nie widziałem słońca. - powiedział i skierował swe kroki ku wyjściu. młodsi mężczyźni podążyli za nim w milczeniu. Wyszli i blondyn popatrzył w błękitne niebo. Zaciągnął się świeżym powietrzem i westchnął. Tyle rzeczy go ominęło. No cóż, musi żyć. Chociaż teraz nie będzie siedzieć w tej jaskini i rozpaczać. Okres żałoby minął już dawno temu. Przywołał na twarz uśmiech i odwrócił się do młodzieńców.

- No, opowiedzcie mi o swoim problemie. Przy okazji mam na imię Sylweriusz, miło was poznać.
***
Napisałam. Szczerze powiedziawszy to pisałam to i opowiadanie na konkurs o przygodzie w bibliotece. Jeśli coś pogmatwałam to dać znać i poprawię. Dziś przeczytałam mojej mamie urywek pod pretekstem ,,konkursu" i stwierdziła, że części o koniach bardzo przypominają moich ukochanych ,,Zwiadowców". 
O to zdjęcie naszego Sylweriusza w smoczej formie: